Utracone Światła przypominają mi, dlaczego lubię planszówki. Recenzja
Niektóre planszówki już po jednej rozgrywce przypominają mi za co lubię gry planszowe. Utracone Światła od Alis Games to właśnie taka gra, która z każdą kolejną potyczką rozpalała we mnie żar radości z grania. Czy to znaczy, że właśnie odkryłem najlepszą grę planszową dla dwojga? No nie, ale z co najmniej kilku powodów może się wam ona spodobać. Zapraszam na recenzję Utraconych Świateł.
Utracone Światła | 2 graczy | 10+ | ok. 20 min. | autor: Julius Hsu | Ilustracje: Folko Streese | wyd. Alis Games
Utracone Światła to szybka gra planszowa dla dwóch osób oparta na mechanice area control i zarządzaniu ręką. Dzięki prostym zasadom, niewielkim rozmiarom i dynamicznym pojedynkom świetnie sprawdzi się zarówno w domu, jak i podczas wyjazdów. Sprawdźcie, czy warto po nią sięgnąć.
Utracone Światła, czyli gra mieszcząca się na krześle!
Zacznę nietypowo, bo od gabarytów Utraconych Świateł. Na dzień dobry wita nas niewielkie pudełko zdradzające, że sama gra nie może być duża. Choć mamy do czynienia z mechaniką area control.
No i faktycznie w pudełku znajdziemy talię 27 kart, sześć brokatowych kości, po 15 drewnianych pionków stronników, instrukcję i planszę. W zasadzie, gdyby nie plansza to małe pudełko mogłoby być o połowę mniejsze.
To co najbardziej uderza w oczy, to fakt, że rozłożone Utracone światła mieszczą się na krześle. Podczas wyjazdu wakacyjnego z żoną tak właśnie graliśmy. Dwa leżaczki, a pomiędzy nami krzesełko z wyłożoną grą. Sam ten fakt wpisuje się w kategorię gier planszowych na wakacje. Acz nie sam gabaryt jest tu decydujący.
Utracone Światła - szybka i prosta rozgrywka
Zaskoczeniem może być dość gruba instrukcja, jak na minimalizm zasad. Jeszcze większym będzie to, że sporą jej część zajmują porady i szczegółowe opisy wszystkich kart. Naprawdę sztos. A same zasady gry są bardzo proste.
Przygotowanie gry jest rozgrywką!
Przygotowanie Utraconych Świateł samo w sobie jest rozgrywką. Zaczynamy standardowo od wybrania stron konfliktu, wyłożenia planszy i przygotowania kości. Następnie spośród wszystkich kart dobieramy po 10 na rękę, ale w specyficzny sposób.
Każdy z graczy dobiera po dwie karty na rękę. Z nich wybiera jedną dla siebie, a jedną dla rywala. Czynność powtarzamy, aż obie strony będą mieć po 10 kart. To jedno rozwiązanie sprawia, że już na etapie przygotowania rozpoczyna się strategiczny pojedynek. Musimy zdecydować jaka karta będzie dla nas lepsza, jaki pomysł na rozgrywkę mamy i czy chcemy oddać rywalowi kartę. Co więcej oddając karty możemy zapamiętać, co oddajemy. Tę wiedzę możemy wykorzystać w czasie rozgrywki do prób oszacowania ruchów rywala.
Zasady gry Utracone Światła
Mając karty na ręce możemy przejść do właściwej rozgrywki. A tu zasady są bardzo przystępne do przyswojenia.
- Gracz aktywny wybiera jedną kartę z ręki i ją zagrywa. Na karcie znajdują się punkty siły (potrzebne w walce), punkty akcji i umiejętność postaci. Po zagraniu zużywa się punkty akcji, gdzie jeden punkt można zamienić na wprowadzenie pionka stronnika na planszę podzieloną na trzy regiony z trzema obszarami każdy. Ewentualnie punkt akcji można wykorzystać do przesunięcia dowolnej liczby swoich stronników z jednego pola na inne.
- Jeśli w wyniku zagrania karty i wykonanych akcji na jakichś obszarach znajdują się stronnicy obu frakcji to dochodzi do oddzielnej bitwy w każdym takim obszarze.
- Obaj gracze wykładają wybraną, zakrytą kartę z ręki i równocześnie je ujawniają. Następnie wykonują rzut kośćmi w liczbie swoich stronników na danym obszarze bitwy. Na koniec wykonują akcję z karty. Po czym każdy sumuje siłę ze swojej karty, wybranej kości i ewentualnie wynikającą z akcji karty. Wygrywa gracz z wyższym wynikiem, a przegrany usuwa stronników z planszy.
- Rozgrywka kończy się, gdy jeden z graczy straci wszystkich stronników na mapie lub obu graczom skończą się karty.
W przypadku zakończenia gry w skutek wyczerpania talii przechodzi się do punktowania. To również jest proste, ponieważ otrzymuje się punkty za stronników pozostałych na planszy. Podwójne punkty jeśli gracz ma przewagę w obszarach danego regionu. Rozgrywka w Utracone Światła jest błyskawiczna i przy znajomości kart może zająć nawet mniej niż pudełkowe 20 minut.
Wredne karty i losowość w Utraconych Światłach
Płynna i szybka rozgrywka to niewątpliwe zalety, ale Utracone Światła nie ustrzegają się losowości, która może komuś przeszkadzać. Choć moim zdaniem gra sobie bardzo dobrze z nią radzi, ale po kolei.
Nie każdemu może odpowiadać to, że gracze na początku rozdają sobie karty. Po pierwsze jest tu losowość w dociągu. Niemniej fakt przekazywania rywalowi kart i tym samym wglądu w nie dodaje całości pieprzyku. Zwyczajnie mi się ten zabieg podoba, a przy dobrym wyćwiczeniu pamięci daje on dodatkową warstwę strategiczną. No ale dla kogoś znacznie lepszym rozwiązaniem może być bazowanie na stałych układach kart i tutaj po prostu się odbiją od tej mechaniki.
Druga kwestia to zagrywanie kart podczas bitew. Można snuć różne plany, a nasz rywal zagra kartę, która np. niweluje naszą akcję, eliminuje z wyników rzuty kością, albo siłę postaci. I tak dalej. Akcje na kartach są przyjemnie wredne. Ich zagrywanie to czysta przyjemność. Acz ponownie komuś może się nie podobać, że efekt zagrania karty może być losowo zablokowany. Ja do tego podchodzę w ten sposób, że nawet z najlepszym wywiadem nie wiemy, co ma w zanadrzu przeciwnik i może nas zaskoczyć wszystkim.
W końcu losowość wynikająca z rzutów kośćmi. Sam mam zazwyczaj pecha w kościach, ale tutaj mamy narzędzia do manipulowania wynikami. Część akcji wpływa na kości, albo je całkiem niweluje. Oprócz tego możemy skasować stronników ze swoich zasobów, aby zmienić wynik kości.
Wrażenia z rozgrywki w Utracone Światła
Chyba dałem do zrozumienia wcześniej, że Utracone Światła mi się podobają. Po prostu bawię się przy tej grze świetnie, czerpiąc z niej taką pierwotną radość. Podoba mi się dynamika rozgrywki, której częścią jest już przygotowanie. Uważam też, że lekkość zasad i elementy losowe bardzo dobrze równoważą się z nieprzekombinowanym poziomem strategicznym. Tutaj myślenie nad swoimi ruchami daje przyjemność i nie męczy. Poziom strategiczny porównałbym tu z mapą strategiczną we Władcy Pierścieni: Pojedynek o Śródziemie. Lekko i pozornie ubogo, ale jak się człowiek wgryzie to jest nad czym się zastanowić. Acz zdaję sobie sprawę, że dla części graczy właśnie ta prostota może być zbyt duża. Wirtuozi strategii mogą tu znaleźć zbyt mało wyzwania dla siebie.
Utracone Światła zyskują na poznaniu kart, ale to niesie za sobą pewne ryzyko. Kiedy dobrze poznamy karty, to rozgrywka płynie jeszcze szybciej. Już na etapie przygotowania możemy snuć lepsze strategie i mieć ciekawsze pomysły na walkę o dominację na planszy. Zasadniczo gra zyskuje, ale… Kiedy zaczynamy młócić zbyt często to zaczyna się pojawiać monotonia wynikająca z ograniczonej liczby kart. W grze znajduje się 27 postaci i przy zbyt intensywnym ogrywaniu ta liczba faktycznie może się szybko okazać zbyt skromna.
Bardzo podoba mi się rozmiar Utraconych Świateł i ogólny kierunek artystyczny. Jeśli śledzicie mojego bloga od dawna to wiecie, że uwielbiam fantastyczne światy z antropomorficznymi zwierzętami, jak choćby w grach pokroju Spór o Bór. Tutaj znów mamy zwierzaki wcielające się w archetypy fantastycznych postaci. Ok, to nie najładniejsza kreska, jaką widziałem. Niemniej gra wygląda bardzo ładnie. Jeśli miałbym się przyczepić to głównie do kolorystyki pionków szopów. Brązowo-żółte drewienka wyglądają trochę, jakby ktoś narobił na planszę. Przynajmniej w moim odczuciu. Reszta pod względem jakości i uroku na najwyższym poziomie!
Czy warto kupić Utracone Światła?
Utracone Światła wpadają do mojej topki gier planszowych dla dwóch graczy. Polecam tę planszówkę dla każdego kto szuka szybkiej, dynamicznej i nieskomplikowanej planszówki dla dwojga. Gra jest nieprzekombinowana, a przy tym daje odpowiednie pole do kombinowania i daje satysfakcję z rozgrywki. Mamy tu mechaniki ograniczające losowość i ciekawe rozwiązania wyróżniające tytuł na tle oklepanych konkurentów.
Gra cieszy oko swoim wykonaniem i szatą graficzną. Dzięki małym gabarytom doskonale spisze się w podróży. Utracone Światła mogę z czystym sumieniem polecić. Chyba, że oczekujecie dużego wyzwania strategicznego, nie lubicie kości i macie zamiar ciupać po kilka razy dziennie bez przerwy. Wtedy gra może okazać się zbyt prosta, momentami zbyt losowa i z czasem powtarzalna. Wybór jak zawsze należy do was. A jeśli się zdecydujecie to sprawdźcie cenę i dostępność Utraconych Świateł na Ceneo. W ten sposób wesprzecie mojego bloga!
Dziękuję wydawnictwu Alis Games za przekazanie egzemplarza Utraconych Świateł do recenzji.
FAQ - najczęściej zadawane pytania o Utracone Światła
Czy Utracone Światła to dobra gra planszowa dla dwóch osób?
Tak, Utracone Światła opracowano z myślą tylko o dwóch graczach. Brak innych trybów to jej zaleta.
Ile trwa rozgrywka w Utracone Światła?
Pojedyncza potyczka zajmuje ok. 20 minut. Po poznaniu kart może być nawet szybsza.
Czy Utracone Światła są trudne do nauczenia?
Nie. Zasady są bardzo przystępne i można je opanować już po jednej rozgrywce. Większość głębi wynika z poznawania kart oraz przewidywania ruchów przeciwnika.
Czy w Utraconych Światłach jest dużo losowości?
Losowość występuje podczas dobierania kart i rzutów kośćmi, jednak gra oferuje kilka mechanizmów pozwalających wpływać na wyniki. Dzięki temu szczęście nie dominuje nad decyzjami graczy.
Czy Utracone Światła nadają się na wakacje?
Tak. Niewielkie pudełko i mała plansza sprawiają, że gra zajmuje bardzo mało miejsca. Mieści się wręcz na jednym krześle.
Dla kogo są Utracone Światła?
Gra najlepiej sprawdzi się u osób szukających szybkiej, lekkiej strategicznie planszówki dla dwóch graczy. To dobry wybór zarówno dla początkujących, jak i średnio zaawansowanych planszówkowiczów.
Czy Utracone Światła mają wysoki poziom regrywalności?
Tak, choć do pewnego momentu. Zmienny dobór kart oraz ich przekazywanie przeciwnikowi sprawiają, że każda partia wygląda inaczej. Przy bardzo częstym graniu można jednak odczuć ograniczoną liczbę dostępnych kart.





