Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia - czy to gra dla ciebie?
Dobra gra planszowa to ta najbardziej rozbudowana, czy prościutka, ale zostawiająca gracza z uśmiechem narysowanym na twarzy? Uważam, że obie odpowiedzi są dobre, a wiele zależy od punktu widzenia oceniającego. Zapraszam na recenzję gry Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia.
Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia | 2-5 graczy | 8+ | ok. 30 min. | autor: Reiner Knizia | ilustracje: Magdalena "Meago" Kania
Nie ma co ukrywać, że Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia jest grą bardzo prostą. Wręcz doświadczeni gracze mogą ją określić mianem samograja. Co do zasady nie rozminą się mocno z prawdą. Mechanicznie ta gra jest niezwykle prosta. Nie znajdziemy w niej większego wyzwania, ale nie ono ma być tu głównym daniem. Porozmawiajmy sobie o tym, dlaczego doświadczeni gracze mogą się odbić od tej gry i dla kogo ona jest?
Jak się gra w Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia?
Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia jest planszówką, w której gracze wspólnie przesuwają pionek głównych bohaterów z punktu A do punktu B. W czasie podróży odwiedzamy łącznie cztery lokacje, w których odbędziemy pewne przygody. Mimo iż podróżujemy razem to w czasie zabawy każdy zbiera warzywa na swoje konto. To one wskażą zwycięzcę na koniec. Rozgrywka dzieli się na cztery rundy, a każda została podzielona na dwie fazy. W celu ich rozegrania z kart wydarzeń i przygód tworzy się cztery talie.
W fazie wydarzeń gracze dociągają kartę z przygotowanej talii danej rundy i ją rozpatrują. Może to być ruch po planszy, karta dająca wszystkim bonusy i statystyki lub karta wsparcia, którą gracz weźmie do swoich zasobów. Rozpatrzenie karty poprzedza zazwyczaj licytacja o to kto się poruszy pierwszy lub kto daną kartę zgarnie. Tę czynność wykonujemy poprzez ukrytą licytację kartami postaci. Każdy gracz ma pięć kart, a kiedy jedną zalicytuje to dobiera na rękę kolejną kartę, aby znów mieć pięć postaci. Na tych kartach znajdują się liczby o różnych wartościach.
Faza przygód zostaje zainicjowana, kiedy pionek postaci dotrze do lokacji. Tam rozpatrujemy karty przygód, co polega na sumowaniu zdobytych wcześniej symboli statystyk z wynikami rzutów kości. Każda karta przygody zawiera symbole potrzebne do jej realizacji i nagrodę za powodzenie. Gracz może zdobyć tak warzywa lub ponieść konsekwencje w przypadku porażki. W tej fazie przegrane powodują także ruch pionka Hegemona po planszy. Przeciwnik Kajko i Kokosza wędruje w przeciwnym kierunku. Kiedy dotrze do lokacji Łysa Góra lub spotka się z bohaterami to inicjuje koniec rozgrywki. I to w zasadzie wszystko co się dzieje w Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia. No to pomówmy sobie o szczegółach!
Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia nie jest grą dla wymagających
Gracze posiadający doświadczenie we współczesnych planszówkach na pewno już zauważyli, że mechanicznie nie dzieje się tu zbyt wiele. Proste poruszanie się po planszy, losowy dociąg kart, losowe budowanie statystyk i w końcu przygody polegające na rzutach kośćmi i sumowaniu symboli. Ta ostatnia mechanika to takie bardzo lekkie RPG w familijnym wydaniu. W tej grze ciężko snuć jakieś większe strategie, czy planować swoje ruchy. Bądźmy szczerzy. Dla weteranów planszówek jest to samograj, co nie oznacza, że muszą się od gry całkiem odbić.
Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia to familijna przygoda!
No i tu przechodzimy do meritum. Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia jest grą familijną w tym pierwotnym znaczeniu. Mamy tu do czynienia z planszówką do ogrania przez niedzielnych graczy po rodzinnym obiedzie. To tytuł, w którym nie ma nic skomplikowanego, ale zastosowane mechaniki będą czymś bardzo odświeżającym dla osób znających głównie turlanki pokroju Chińczyka, czy Monopoly. One tu faktycznie znajdą trochę przygody i pewien dreszczyk emocji. Jeśli więc sięgasz po planszówki sporadycznie lub jeszcze cię nie wciągnął świat współczesnych gier planszowych to Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia może ci się naprawdę spodobać.
Chociaż muszę przyznać, że sam początek gry, ta pierwsza runda, potrafi być monotonny. Dopiero się rozkręcamy, zbieramy pierwsze symbole do naszych statystyk. No dzieje się niewiele i dopiero pierwsza faza przygód niemrawo pokazuje, z czym się będziemy mierzyć. Później jest już znacznie lepiej. Na plus w tej sytuacji wypada tempo rozgrywki i czas grania. Pół godziny spokojnie wystarczy, aby odbyć przygodę. No pomijając czas potrzebny na rozłożenie gry.
Cała magia tego tytułu tkwi w licytacjach i związanych z tym emocjach. O ile zaawansowani planszówkowicze nie lubią losowości, o tyle muszą się zgodzić z tym, że niewiadoma podkręca dreszczyk emocji. Podczas licytowania zaczynamy kombinować, jaką kartę wystawić, żeby ruszyć się w pożądanej kolejności. Pola na planszy dają nam różne profity, ale też mogą nas pozbawić, jakichś statystyk. W efekcie możemy nie tylko kombinować, jak zgarnąć dla siebie coś dobrego, ale też próbować wystawić rywala na bombę. No dobra my lubimy negatywną interakcję, więc tak graliśmy i dawało nam to masą przyjemności. Sama "walka" o karty z bonusami, czy próby wypełnienia przygód, również potrafią ekscytować. I kiedy dacie się ponieść tej losowości, ekscytacji podczas licytacji i życzeniu przeciwnikom potknięć to Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia robi się bardzo przyjemną grą.
Trochę mi brakuje ostatecznego bossa. Jakiegoś wielkiego zamknięcia. Hegemon służy tylko do zakończenia rozgrywki. Tutaj nie ma złego finału. Po prostu kończy się zabawa i liczymy warzywa, aby wyłonić zwycięzcę. Szkoda, że nie pokuszono się o jakieś mocne zakończenie wzorem takiego Władcy Kości. Niemniej rozumiem zabieg, który po pierwsze sprawia, że rozgrywka się nie przeciąga, a po drugie nie jest zniechęcający dla niedzielnych graczy, którzy niekoniecznie po rodzinnym obiedzie chcą poczuć smak gorzkiej porażki.
Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia pod względem mechanicznym stawia na tą taką pierwotną zabawę. Trochę, jak planszówki, które pamiętam z dzieciństwa. W tym miejscu musze się przyczepić instrukcji, która w moim odczuciu została trochę napisana na kolanie. Szczególnie opis przejść między fazami, może nowym graczom sprawić pewne trudności w zrozumieniu. No właśnie, a jak tam z wykonaniem?
Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia to hołd dla klasyki polskiego komiksu
No i kwestia wykonania. Wspomniałem, że Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia jest trochę takie, jak zapamiętałem gry z dzieciństwa. Widać po tej grze, że jest kierowana nie do wymagających planszówkowiczów, ale casualowych graczy. Tektury zaliczają się do tych cieńszych. Na szczęście nie licho cienkich. Na pewno przyczepiłbym się do planszy ze statystykami. To po prostu grubszy arkusz papieru, po którym przesuwamy kostki. Przydałaby się dwuwarstwowa plansza, ponieważ ruszenie stołem sprawi, że kosteczki zaczną żyć własnym życiem.
Co do reszty to jest naprawdę dobrze. Szczególnie jeśli popatrzymy na ilustracje na kartach. No dobra, połyskujący lakier i same kartoniki też mają cechy średniaka, ale za to graficznie to prawdziwa uczta. Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia serwuje nam ilustracje wyjęte wprost z komiksów. Nie tylko mamy tu bohaterów z Mirmiłowa, ale też na kartach wydarzeń i przygód są mini scenki. Możemy przeczytać dialogi i monologi w chmurkach. No po prostu sztos. Dobra adaptacja komiksów powinna zachęcać do przeczytania pierwotnych dzieł. I tu tak jest.
Osobiście z Kajko i Kokoszem miałem do czynienia kiedyś w dzieciństwie, co pamiętam jak przez mgłę. Raczej można powiedzieć, że podchodząc do tej gry nie wiedziałem nic o przygodach bohaterów. Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia sprawił, że sięgnąłem po pierwszy komiks i pewnie sięgnę po kolejne. Tutaj warto powiedzieć, że gra nie jest adaptacją konkretnego komiksu, ale serwuje zupełnie nową przygodę wpisaną w kanon.
Dla kogo jest Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia?
Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia jest grą, przy której bawiłem się wyśmienicie. Jednocześnie jest to planszówka, która sporej części moich czytelników nie podejdzie. Po prostu mamy do czynienia z familijnym samograjem, który skupia się nie na mechanikach, ale na wspólnym spędzaniu czasu z bliskimi. My czerpaliśmy radość z licytacji, ale nie każdy może tak do tego podejść.
Jeśli jesteś początkującym graczem lub do tej pory na twoim stole lądowały klasyczne turlanki. To Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia naprawdę może ci się spodobać. Ba, ja jestem przekonany, że ta gra ma większy potencjał sprzedażowy niż topka rankingu BGG w naszym kraju. Nie wiesz co to za ranking? Wszystko przed tobą, ale to oznacza, że omawiana gra jest dla ciebie. No i ta szata graficzna. Cudo! Fani Kajko i Kokosza nawet jeśli odbiją się od rozgrywki to dostają fantastyczny element uzupełniający kolekcję komiksów!
Dziękuję wydawnictwu Egmont za nadesłanie egzemplarza gry Kajko i Kokosz: Porwanie Milusia do recenzji.










