Ubongo Extreme De Luxe - czy faktycznie jest trudniejsze? Recenzja
Ubongo Extreme De Luxe to kolejne Ubongo z większością zalet i wad swoich poprzedników. W zasadzie możnaby tu przekleić recenzję dowolnej odsłony i większość elementów nie wymagałoby redakcji. Czy to znaczy, że nie warto sięgać po nowe łamigłówki?
Ubongo Extreme De Luxe | 1-4 graczy | 8+ | ok. 25 min. | autor: Grzegorz Rejchtman | wyd. Egmont
Naprawdę bardzo lubię serię Ubongo, o czym wielokrotnie wspominałem na moim blogu i kanale YouTube. Nie ukrywam też, że najlepiej bawię się przy kolejnych odsłonach, po prostu samotnie wykonując łamigłówki. To mnie relaksuje i przy Ubongo Extreme De Luxe było dokładnie tak samo. Oczywiście w tłumie też jest miło, acz kolejna odsłona Ubongo powiela pewien problem poprzedniczek. No, ale po kolei.
Ubongo Extreme De Luxe to nie Tetris, czyli sześciokątne kafelki
Ubongo Extreme De Luxe jest często przedstawiany, jako największe wyzwanie wśród dwuwymiarowych odsłon serii. Wszystko ze względu na zmianę klocków z klasycznych kostek przypominających figury z Tetris, na płytki wycięte z plastra miodu. Sześciokątne jednostki w klockach mogą się wydawać małą zmianą, ale faktycznie wpływają na poziom trudności.
Nieregularne krawędzie naszych klocków wprawiają umysł w zakłopotanie i przypasowanie klocków w głowie sprawia większe problemy. Ubongo Extreme De Luxe jest trudniejsze. Szczególnie w łamigłówkach o wyższym poziomie trudności. Każda plansza z zadaniem ma dwie strony. Na jednej korzystamy z trzech kafli, a na drugiej z czterech. I to właśnie łamigłówki z czterema kafelkami potrafią niesamowicie wysmażyć szare komórki. Przy większości łatwiejszych zadań nie miałem dużych problemów, ale ten czwarty klocek potrafił dać się we znaki.
Niestety nie posiadam podróżnej wersji Ubongo Extreme, więc nie jestem w stanie sprawdzić, czy łamigłówki się powtarzają. Nie powiem wam więc, czy ta duża odsłona jest warta zakupu, jeśli macie w swojej kolekcji mniejszą wersję. Tutaj zachęcam do sprawdzenia trójwymiarowej odsłony Ubongo Shimo.
Ubongo Extreme De Luxe i rozgrywka wieloosobowa
Wiecie już, że Ubongo Extreme De Luxe potrafi być wyzwaniem, ale jak wygląda zabawa w kilka osób? Każda plansza z zadaniem posiada biały obszar do zapełnienia i nadrukowane cztery zestawy klocków w różnych kolorach. Gracze dociągają po karcie zadania, ale nie pobierają sobie kompletu płytek w wybranym kolorze. Zamiast tego wszystkie klocki trafiają na środek stołu.
Po dociągnięciu zadań, każdy losuje z woreczka płytkę koloru. Dopiero wtedy ze środka stołu pobiera wymagane przez łamigłówkę trzy lub cztery klocki. I kiedy wszyscy będą gotowi, jeden gracz obraca klepsydrę, aby zasygnalizować rozpoczęcie zadania. Gracz, który ukończy łamigłówkę krzyczy “Ubongo”. Kolejność ukończenia ma wpływ na punktowanie. W ten sposób rozgrywa się 9 rund, a na każdą rundę losuje się nowy kolor płytek.
Takie rozwiązanie jest ciekawe, ale ma pewien minus. Kafle kolorów według sugestii z instrukcji losujemy z woreczka. W woreczku mamy też kryształki do punktowania. Więc musimy mieszać płytkami między tymi kryształkami. Jest to mało wygodne i przy okazji powoduje szybsze zużywanie się tekturowych elementów. Warto więc losować kolory w inny sposób. I tu ciekawostka, ponieważ instrukcja gry na oficjalnym kanale YouTube Egmontu pomija całkowicie fakt losowania koloru na każdą rundę. To tak na wszelki wypadek, jakbyście chcieli się posiłkować tylko filmem instruktażowym!
Nie lubię punktowania w Ubongo Extreme De Luxe
Ubongo Extreme De Luxe podobnie, jak inne gry z serii wykorzystuje punktowanie z losowym dociągiem kryształków. Ogólna zasada jest taka, że przed rozpoczęciem rozgrywki układamy tor z 19 kryształków. Posiada on dwie kolumny, w których znajdują się odpowiednio błękitne i bursztynowe kamyczki. W grze znajdują się cztery kolory kryształków, którym przypisano odpowiednio punkty 4,3,2,1.
Zwycięzca rundy, czyli gracz, który najszybciej rozwiązał łamigłówkę zgarnia błękitny kryształek o wartości 3 i losuje jeden z woreczka. Drugi gracz zgarnia bursztynowy kamyczek za 1 punkt i losuje z woreczka. Każdy kolejny gracz, który ukończył swoją łamigłówkę w wyznaczonym czasie losuje kamyk z woreczka. Wyłożone na początku kryształki są też licznikiem rund, co akurat jest dobre.
Niemniej czasami gracz radzący sobie najlepiej z łamigłówkami i tak przegra, bo nie będzie miał szczęścia w losowaniu. W końcu ktoś, kto był 3 w rundzie może wyciągnąć czerwony kryształek za 4 punkty. To rozwiązanie jest frustrujące, ale rozumiem jego obecność. Dzięki niemu w Ubongo Extreme De Luxe można dalej grać familijnie. Osoby mające problemy z wyobraźnią i tego typu zagadkami nadal pozostają w walce o zwycięstwo. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby samodzielnie sobie modyfikować punktowanie, jeśli grupa graczy będzie tego wymagać.
Wykonanie Ubongo Extreme De Luxe
Ubongo Extreme De Luxe jest grą poprawną. W zasadzie nie ma tu nic nadzwyczajnego. Planszetki z zadaniami są dobrej jakości. Klocki wykonano ze średniej grubości tektury. Przez swój kształt czasami ciasno wchodzą i mogą się delikatnie blokować, ale nie jest to nic specjalnie utrudniającego rozgrywkę i prędzej czy później ich brzegi i tak się dotrą.
Szkoda, że w Ubongo Extreme De Luxe zabrakło planszetki z torem rund, gdzie umieszcza się kryształki. Cieszy za to, że na kaflach wyboru koloru znalazła się podpowiadajka z punktacją.
Dla kogo jest Ubongo Extreme De Luxe?
Ubongo Extreme De Luxe to kolejna solidna odsłona cyklu, która oferuje dokładnie to co poprzedniczki. Fani cyklu mogą ją traktować, jak zestaw kolejnych zadań. Osoby, które nie miały dotąd do czynienia z Ubongo, powinny moim zdaniem zacząć od pierwszej odsłony. Tutaj wyzwanie jest już większe i faktycznie wykonanie zadań może przyprawić o ból głowy. Jeśli nowa gra-łamigłówka was zainteresowała to sprawdźcie jej dostępność i cenę na Ceneo.
Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie egzemplarza gry Ubongo Extreme De Luxe do recenzji.






