Wyprawa do El Dorado. Gra kościana - gra roll & write od Naszej Księgarni

Dla kogo jest Wyprawa do El Dorado. Gra kościana? Na pewno nie dla mnie, ponieważ dawno się tak bardzo nie wynudziłem. A w tym miejscu podkreślę, że uwielbiam podstawową grę i mam do niej (chyba) wszystko co wyszło. Zapraszam na recenzję.

Wyprawa do El Dorado. Gra kościana | 2-4 graczy | 10+ | ok. 45 min. | autor: Reiner Knizia | ilustracje: Vincent Dutrait | wyd. Nasza Księgarnia

Na papierze Wyprawa do El Dorado. Gra kościana wygląda naprawdę dobrze. Wyścig do Złotej Świątyni realizowany przez rzuty kośćmi i eksplorację arkuszy map brzmi zachęcająco. Wyniki z kości można wydawać na ruchy i gromadzenie zasobów pomagających w poruszaniu się, więc mamy możliwości kombinowania ruchów. W pudełku znajdziemy cztery różne bloczki map, które różnią się poziomem trudności, złożonością i dostępnymi bonusami. Jako fan Wyprawy do El Dorado miałem spore nadzieje względem wersji kościanej, którą można swobodnie zabrać ze sobą na wakacje. Co mogło pójść nie tak?

Wyprawa do El Dorado. Gra kościana - cztery różne mapy


Wyprawa do El Dorado. Gra kościana i ulotne poczucie wyścigu


Wyprawa do El Dorado. Gra kościana polega na jak najszybszym dotarciu do Złotej Świątyni. Problem gry polega na tym, że przez większość rozgrywki praktycznie nie czujemy tego wyścigu. Niespecjalnie wchodzimy sobie w paradę, bo tak jest tu pewna interakcja, ale dopiero ostatnie dwa ruchy mogą budzić emocje. Trochę mało, jak na grę trwającą nawet ponad 40 minut.


Nużące poruszanie się po mapie


W swoim fundamencie dostajemy dość klasyczną wykreślankę. Aktywny gracz rzuca wszystkimi kośćmi, jeśli na stole ich nie ma, a następnie kolejno każdy wybiera kość i zaznacza wynik na swoim arkuszu.

Gracz w swojej turze wybiera kość i używa widocznego na niej symbolu, a także opcjonalnie może skorzystać z aktywowanego zasobu na swoim arkuszu. Te są jednorazowe i wymagają wcześniejszego aktywowania przez zakreślenie odpowiednich symboli obok nich. Niestety nie możemy stworzyć zaawansowanych kombinacji, które przecież są kwintesencją gier roll&write. Wystarczy wspomnieć takie Rzuć na tacę, gdzie po odpaleniu kombosa działy się rzeczy niestworzone i prawdziwie emocjonujące. A tam tylko wpisujemy cyferki.

Na mapie znajdują się mniejsze świątynie wymagające wniesienia ofiary. Dopiero po opłaceniu myta można przejść za świątynię i dopiero po opłaceniu danin w wymaganej liczbie świątyń można wejść do Złotej Świątyni. Tutaj mamy ciekawy element interakcji. Pierwszy gracz docierający do konkretnej świątyni wpłaca dowolną daninę, a wszyscy gracze muszą oznaczyć u siebie to pole wpłaconą kwotą, ponieważ od teraz będzie to minimalna danina obowiązująca w tej świątyni. Ten element naprawdę mi się podoba i daje chociaż delikatną namiastkę bezpośredniej rywalizacji.

Niemniej całe poruszanie się po mapie przez brak możliwości montowania konkretnych kombinacji jest na dłuższą metę nużące. Szkoda, że nie można szorować tyłów przez większą część rozgrywki, a potem przejść pół mapy jednym zagraniem, ponieważ skombinowało się takie zasoby. 

Wyprawa do El Dorado. Gra kościana - przykładowa trasa ekspedycji


Rozwlekła rozgrywka i losowość


Same kości również wpływają na obniżenie poziomu emocji. Szczególnie na pierwszych dwóch mapach, gdzie nie mamy możliwości wpływania na wyniki, losowość może być uciążliwa. Zwyczajnie jesteśmy skazani na mozolne uzupełnianie symboli wedle tego, co wypadnie na kościach. Oczywiście sytuacja jest różna i czasami ta rozgrywka idzie płynnie, ale nie zawsze. Tutaj np. wpadają dwie ostatnie mapy, gdzie mamy wioski plemienia Muisca i tam musimy zbierać monety, aby móc iść dalej. 

Brak możliwości łączenia ruchów w rozbudowane kombinacje sprawia, że przy kiepskim wyrzucie kości po prostu na dłużej pozostajemy bez sensownych postępów, na których nam zależy. A sama rozgrywka bardzo się wydłuża. Przeszło pół godziny we dwójkę czy ponad 40 minut w komplecie to za dużo, jak na taki ciężar gry. Tym bardziej, że mimo tej losowości mamy się nad czym zastanowić.


Ciekawe decyzje do podjęcia


To nie jest tak, że Wyprawa do El Dorado. Gra kościana nie ma ciekawych elementów. Samo zarządzanie gromadzonymi zasobami i podróż po mapie mogą być interesujące. Znam przynajmniej jedną osobę, której ta gra spodobała się bardziej od Wyprawy do El Dorado: Złote Świątynie. W kościanej wersji musimy analizować sytuację swoją i rywali. Na tej podstawie planować kilka ruchów w przód, mieć na uwadze kilka scenariuszy i podejmować ryzyko w doborze kości i ich przeznaczeniu.

Szczególnie późniejsze mapy, gdzie pojawiają się dodatkowe przejścia między ścieżkami dają nam większe możliwości kombinowania, w jaką stronę teraz iść. Czasami stoimy przed dylematem, czy wykorzystać sprzyjające kości i lecieć przed siebie, czy zainwestować w pomocników lub zasoby, które przydadzą nam się później. 

Motyw składania ofiar jest moim zdaniem bardzo dobry i czasami warto dobrze przemyśleć, czy nie dać dużo więcej złota, jeśli akurat kości nam na to pozwolą. W przypadku remisu na koniec gry suma danin decyduje o wygranej. Co więcej analizując sytuację rywali można ich chwilowo przyblokować dając dużą ofiarę jako pierwszy. W tych aspektach Wyprawa do El Dorado. Gra kościana spisuje się dobrze.

Wyprawa do El Dorado. Gra kościana - część planszy z zasobami


Wyprawa do El Dorado. Gra kościana - wykonanie i kilka uwag do niego


Na pierwszy rzut oka Wyprawa do El Dorado. Gra kościana jest świetnie wykonaną grą. Kolorowe pudełko zapowiada przygodę, a szata graficzna będąca kontynuacją dużych odsłon naprawdę mi się podoba. Absolutnie świetnym pomysłem jest dołączenie do gry książeczki z Dziennikiem wyprawy. Nie spodziewałem się dużego fabularnego wprowadzenia do wykreślanki. Szkoda tylko, że zapomniano o korekcie i jakość tekstu pozostawia trochę do życzenia. Niemniej, to jest miły dodatek.

W kwestii tekstów mam też problem z instrukcją. Teoretycznie Wyprawa do El Dorado. Gra kościana jest grą banalnie prostą w swoich zasadach. Jednocześnie mam poczucie, że część elementów została wyjaśniona trochę nieprecyzyjnie, część jest mało konsekwentna, a miejscami być może tłumaczenie lub oryginalna instrukcja mają nieścisłości. Przykładowo, zdobywanie za pewne pola kości drogowskazu zamiast po prostu zasobu drogowskazu. W takim razie mam wziąć kość z puli i ją przerzucić, czy mam skorzystać z symbolu? Mam dziwne wrażenie, że im dłużej zastanawiam się nad instrukcją tej gry tym więcej wątpliwości w interpretacji mam. No, ale ja już tak mam, a wiele osób po prostu siada i gra.

Kości są świetnej jakości, ołówki miękkie i przyjemne w zakreślaniu, a cztery różne mapy to prawie sztos. Prawie, ponieważ pierwsza mapa jest nudna do granic możliwości i starczyłoby zaledwie kilka arkuszy do przeprowadzenia pierwszych rozgrywek samouczkowych. Druga jest tylko troszkę lepsza, ale też ciężko na niej wykrzesać większe emocje. 

Jak przy wielu wykreślankach ostatnio, uważam, że Wyprawa do El Dorado. Gra kościana skorzystałaby na planszetkach i suchościeralnych mazakach. Niemniej to bardzo subiektywna opinia. Chociaż to m.in. Nasza Księgarnia pokazuje, że różne papierowe elementy można zastępować takimi rozwiązaniami, jak np. w Rezerwacie

Wyprawa do El Dorado. Gra kościana - solidne kości do gry


Dla kogo jest Wyprawa do El Dorado. Gra kościana?


Jeden z obserwujących na Instagramie napisał mi w odpowiedzi na relację z Wyprawą do El Dorado. Gra kościana, że zaskakująco dużo czasu poświęcam na granie w tak średnią grę. I to jest chyba najlepsze podsumowanie tej wykreślanki. To po prostu średniak.

Wyprawa do El Dorado. Gra kościana jest solidnie poskładana i zasadniczo działa. Ma ciekawe rozwiązanie z ofiarami w świątyniach i cieszy obecność różnych map. Losowość jest bardzo duża, ale wyniki kości możemy wydawać na dwa sposoby, a do tego możemy się posiłkować zasobami zbieranymi w trakcie podróży.

Tylko, że nie czujemy tu wyścigu. Teoretycznie powinniśmy obserwować rywali, ale przez większość czasu tego nie robimy. Emocje pojawiają się głównie w samej końcówce rozgrywki, ale wtedy możemy już być nieco znudzeni. Wyprawa do El Dorado. Gra kościana pozostawiła mnie z poczuciem nijakości i wydaje mi się, że mimo wszystko fani oryginału będą woleli sięgnąć po duże podstawki z dodatkami zamiast siadać do wersji kościanej.

W takim razie dla kogo jest Wyprawa do El Dorado. Gra kościana? Prawdopodobnie dla osób chcących zagrać z dziećmi lub początkujących graczy, którzy nie szukają jeszcze wielkiego wyzwania w grach. Z grami roll&write na polskim rynku jest tak, że pojawiają się, wyprzedają i znikają. Tylko nieliczne wracają w dodrukach. Mam dziwne przeczucie, że z Wyprawą do El Dorado. Gra kościana zrealizuje się pierwszy scenariusz. Szukając małej gry wyścigowej znacznie chętniej sięgnę po Kruki od Naszej Księgarni, a chcąc zagrać w wykreślankę pozostanę wierny takim tworom logicznym, jak Duże Sumy. Jeśli mimo to Wyprawa do El Dorado. Gra kościana was zainteresowała to sprawdźcie dostępność i cenę na Ceneo.


Dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza gry Wyprawa do El Dorado. Gra kościana do recenzji.

Wyprawa do El Dorado. Gra kościana - zasoby gracza

Wyprawa do El Dorado. Gra kościana - liniowa mapa

Wyprawa do El Dorado. Gra kościana - przykłądowy błąd w tekście